piątek, 24 października 2014

Kamila Straszyńska - o języku gęsi słów kilka



            Czasem lepiej, żeby język nie był tak giętki, by powiedział wszystko, co myśli głowa. Może się to nieraz źle skończyć dla mówiącego. Nie należy jednak popadać ze skrajności w skrajność i udawać, że swojego języka się nie ma, więc trzeba używać cudzego. Cudzy język - cudze myśli.   "A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają". Tak, niewątpliwie mają, ale dziwna tendencja pojawia się ostatnio wśród tychże Polaków. Wydaje się, jakby sami zapominali po trosze słowa Mikołaja Reja , bali się tych Słowackiego i z tego wszystkiego brali udział w maskaradzie foreign languages, chociaż jakoś ten look nieswój, a cały melanż okazuje się wybuchowy. Jego eksplozja zubaża nasz słownik, ale i zniekształca kulturę.
            Amerykanizacja Europy to właśnie przede wszystkim wpływ wzorców zza oceanu na tradycję, sztukę i język. Już niedługo sklepy zaroją się od zombie-dyni w stroju kościotrupa, a zaraz potem czekoladowe Mikołaje z Coca-Coli zaśpiewają chórem Last Christmas. W międzyczasie zobaczymy jeszcze sequel prequela tetralogii o końcu świata. Oczywiście nie wszystko, co obce jest negatywne, wybitne dzieła i artyści pojawiają się u nas właśnie dzięki globalnym wpływom, jednak fala kultury amerykańskiej połączona z "wiecznie niedoścignionym" Zachodem, to istne tsunami dla polskich twórców. Jest rzeczą oczywistą, że Polska to nie Hollywood, że tutaj nie ma środków i możliwości na masową produkcję filmową. Nie ma nic dziwnego w tym, że centrum światowej sztuki jest Nowy Jork, a nie Warszawa. I nie ma absolutnie nic złego w tym, że interesujemy się wszystkim co powstaje na świecie, nie tylko naszym podwórkiem. Mój ulubiony film jest produkcji amerykańskiej, a książki to literatura angielska, francuska czy rosyjska. Z drugiej strony polskie dziedzictwo kulturowe jest niewiarygodnie ciekawe, wniosło ogromny wkład w rozwój sztuki światowej, lecz niestety - mało kto o tym wie, bo i mało się o tym mówi. Jednak potwierdza to wiele przykładów. 
            Ostatnio w sieci można było zobaczyć krótką wypowiedź Martina Scorsese, w której chwalił polskie kino (przy okazji Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema). Łódzka Szkoła zajmuje drugie miejsce w światowym rankingu szkół filmowych. W teatrze jedną z najważniejszych metod aktorskich jest dziś metoda Grotowskiego. Spektakle Kantora odbiły się szerokim echem, podobnie jak obrazy Beksińskiego. Polska literatura jest tłumaczona na wiele języków i inspiruje twórców na całym świecie. Specyfika polskiej sztuki to przecież element budujący tożsamość narodu. Niestety dzisiejsza polityka kulturalna w Polsce nie sprzyja jej rozwojowi, nikt nie promuje naszego kraju jako bardzo ważnego miejsca na kulturalnej mapie Europy. Z kolei amerykanizacja zaniża wymagania i standardy, powstają kolejne dzieła, które stanowią jedynie żałosne próby naśladownictwa zachodnich produkcji i "trendów". Zdecydowanie nie jest to dobry kierunek. Wszak nie chcemy mówić gęsim językiem. Dlaczego więc zniżamy loty i traktujemy kulturę po macoszemu? Mamy tyle do zaproponowania - czerpmy z tego dziedzictwa, dalej róbmy naszą własną sztukę i równocześnie bądźmy jej odbiorcami. Nie bądźmy wtórni, lecz oryginalni. (Przecież to teraz modne).  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz