Czasem
lepiej, żeby język nie był tak giętki, by powiedział wszystko, co myśli głowa.
Może się to nieraz źle skończyć dla mówiącego. Nie należy jednak popadać ze
skrajności w skrajność i udawać, że swojego języka się nie ma, więc trzeba
używać cudzego. Cudzy język - cudze myśli.
"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż
swój język mają". Tak, niewątpliwie mają, ale dziwna tendencja pojawia się
ostatnio wśród tychże Polaków. Wydaje się, jakby sami zapominali po trosze
słowa Mikołaja Reja , bali się tych Słowackiego i z tego wszystkiego brali
udział w maskaradzie foreign languages, chociaż
jakoś ten look nieswój, a cały melanż
okazuje się wybuchowy. Jego eksplozja zubaża nasz słownik, ale i zniekształca
kulturę.
Amerykanizacja
Europy to właśnie przede wszystkim wpływ wzorców zza oceanu na tradycję, sztukę
i język. Już niedługo sklepy zaroją się od zombie-dyni w stroju kościotrupa, a
zaraz potem czekoladowe Mikołaje z Coca-Coli zaśpiewają chórem Last Christmas. W międzyczasie zobaczymy
jeszcze sequel prequela tetralogii o końcu świata. Oczywiście nie wszystko, co
obce jest negatywne, wybitne dzieła i artyści pojawiają się u nas właśnie
dzięki globalnym wpływom, jednak fala kultury amerykańskiej połączona z
"wiecznie niedoścignionym" Zachodem, to istne tsunami dla polskich
twórców. Jest rzeczą oczywistą, że Polska to nie Hollywood, że tutaj nie ma
środków i możliwości na masową produkcję filmową. Nie ma nic dziwnego w tym, że
centrum światowej sztuki jest Nowy Jork, a nie Warszawa. I nie ma absolutnie
nic złego w tym, że interesujemy się wszystkim co powstaje na świecie, nie
tylko naszym podwórkiem. Mój ulubiony film jest produkcji amerykańskiej, a
książki to literatura angielska, francuska czy rosyjska. Z drugiej strony
polskie dziedzictwo kulturowe jest niewiarygodnie ciekawe, wniosło ogromny
wkład w rozwój sztuki światowej, lecz niestety - mało kto o tym wie, bo i mało
się o tym mówi. Jednak potwierdza to wiele przykładów.
Ostatnio
w sieci można było zobaczyć krótką wypowiedź Martina Scorsese, w której chwalił
polskie kino (przy okazji Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish
Cinema). Łódzka Szkoła zajmuje drugie miejsce w światowym rankingu szkół
filmowych. W teatrze jedną z najważniejszych metod aktorskich jest dziś metoda
Grotowskiego. Spektakle Kantora odbiły się szerokim echem, podobnie jak obrazy Beksińskiego.
Polska literatura jest tłumaczona na wiele języków i inspiruje twórców na całym
świecie. Specyfika polskiej sztuki to przecież element budujący tożsamość narodu.
Niestety dzisiejsza polityka kulturalna w Polsce nie sprzyja jej rozwojowi,
nikt nie promuje naszego kraju jako bardzo ważnego miejsca na kulturalnej mapie
Europy. Z kolei amerykanizacja zaniża wymagania i standardy, powstają kolejne
dzieła, które stanowią jedynie żałosne próby naśladownictwa zachodnich
produkcji i "trendów". Zdecydowanie nie jest to dobry kierunek. Wszak
nie chcemy mówić gęsim językiem. Dlaczego więc zniżamy loty i traktujemy
kulturę po macoszemu? Mamy tyle do zaproponowania - czerpmy z tego dziedzictwa,
dalej róbmy naszą własną sztukę i równocześnie bądźmy jej odbiorcami. Nie bądźmy
wtórni, lecz oryginalni. (Przecież to teraz modne).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz