Nie
lubię zwiedzania. Odhaczania jednej atrakcji, drugiej i setnej, zdjęcia pod
rzeźbą, pod innym kątem, na Instagrama. Biegu między obcymi uliczkami,
zamazanymi twarzami, gołosłownymi dźwiękami. Łapczywego kroku i hardego wzroku.
Ale kocham podróżować. Rejestrować swoją obecność przez stykanie się z
miejscami, ludźmi i ciszą. Wsłuchiwania się w jej hałaśliwość. Ta nieco
pretensjonalna refleksja wypłynęła ze mnie, ale wrażliwe odkrywanie świata
opisał Jarosław Mikołajewski.
Na
pierwszą wyprawę z Jarosławem Mikołajewskim otrzymuję ,,Marsalę”. To
zaszczytne, ale dość nieoczywiste najpierw zobaczyć poetę, a potem jego słowa.
Poprosić o podpis na czystej karcie doświadczeń. Wracając wieczornym pociągiem,
zaczynam od notki z tyłu, określanej w internetowej nowomowie jako blurb.
Interpretacja wersu Julii Hartwig niebieską, cieniutką czcionką. Oniemiałam.
Śledzę
sycylijskie rozważania z zapartym tchem. Nietypowość reportażu, gatunkowe
odchylenia w stronę poezji. Podchodzi mi to. Nie wyprę się swego romansu z
liryką i przyznam, że lubię tak odbierać świat. Poezja to okulary, nie tylko
różowe, ale jednak kolorujące rzeczywistość.
Prześlizguję
się przez migotliwe tytuły rozdziałów, oddające chwilowość wybieranych do nich
wspomnień. Honorują momenty zadumy nad łodzią. Nadal pływa we mnie wiersz o
,,cmentarzysku kutrów”, który kołysze żal porzuconych statków i ich
podobieństwo do ludzi. To manifest naszej strategicznej gry na kartce: dojrzeć
wartość w niepozornej widokówce. Przykleić znaczek na ślinę, wypisać dane
szuflady, skreślić, napisać adres nieznanej czerwonej skrzyneczki. Słowa
docierają do czytelnika.
Uwrażliwiana
przez autora wędruję po nieznanym lądzie, który kartka po kartce staje mi się
coraz bliższy. Spotykam ludzi mówiących o wyspie słowem lub samym sobą,
odkrywam enigmatyczne zakątki ulic, smakuję unoszący się wiatr. Schodzę do
studni, zachwycam się mozaiką, a ktoś łapie mnie za uszy. Przewodnik każe mi
słuchać bólu niewinnych w Gazie albo w Ukrainie, wszędzie tam, gdzie odbywa się
bratobójcza walka. Nie pozwala mi zapomnieć, że wszystko, co widzę, może mieć
głębszy sens. Jeśli tego chcę. Jeśli chcę być świadoma konfliktów etnicznych w
pobliskiej dzielnicy, rozumieć skalę okrucieństwa mafii, czuć zapach świeżej
krwi. Mogę zatrzymać się i wpuścić myśl do głowy. Bo ,,pod tą wyspą jest
jeszcze jedna wyspa”. Nasza.
Im
bliżej strony 127, tym bardziej czuję niedaleką żałobę. Po chwytaniu istoty
świata za pomocą człowieczego języka, zanurzania się w pozornie nieistotne,
przyjmowania rzeczywistości z pokorną niezgodą. Będzie mi brakowało tej
czułości codzienności. I płynnego przepływu słów, umiejętności na wyginięciu.
Flauta.
Chcę
pielęgnować Mikołajewskie spojrzenie na świat. Nie jest to łatwe, gdy stąpamy
tak nagle, szybko, czarno-biało. Ale do Marsali nie ma drogi bez przesiadki.
-------------------------------
Jarosław
Mikołajewski ,,Marsala’’, Wydawnictwo Austeria, 2025.





