Czym się różni Bóg od chirurga? Bóg nigdy nie myślał, że jest chirurgiem. - taki żart padł na planie filmu Bogowie, gdy profesorowie medycyny (pierwowzory filmowych postaci) nie byli do końca przekonani co do tytułu. Jeden z nich sceptycznie podchodził do całej idei filmu - bo gdzie taki temat, to przecież nie jest interesujące, a zresztą... polskie kino... . Na szczęście profesor Andrzej Bochenek tym razem się pomylił. Film jest świetny, a Tomasz Kot jako Zbigniew Religa to czyste mistrzostwo świata. Sposób w jaki wcielił się w postać, nie tylko po prostu odgrywając fakty z życia, ale całkowicie przekształcając się w wybitnego profesora w wyglądzie, sposobie chodzenia, manierze palenia papierosa za papierosem, godny jest najwyższego uznania. To wszystko dość oczywiste elementy gry aktorskiej, ale ich zespolenie tworzy naprawdę imponujący efekt.
Co
więcej, Bogowie to jeden z niewielu
polskich filmów, gdzie widz otrzymuje mocnego bohatera, z krwi i kości, który konsekwentnie
dąży do celu i ostatecznie osiąga sukces. W większości fabuł główna postać
zazwyczaj kończy marnie, albo sama nie wie, czego chce. Zbigniew Religa w
filmie wręcz "taranuje rzeczywistość" w walce o swoje przekonania. A
ma z czym walczyć. W filmie pada doskonała kwestia, która w punkt wyraża sens
otaczającej bohatera atmosfery: "Polak Polakowi nawet klęski
zazdrości". Niestety wciąż prawdziwe, nieprawdaż? Mimo wszystko - bohater
zwycięża (o czym wszyscy wiemy). Dzisiejszy młody widz może dodatkowo dziwić
się, jak można było tak rzucać kłody pod nogi w tak ważnej sprawie. Jak można
jeszcze mieć wątpliwości, czy przeszczep jest etyczny, czy warto oddawać
organy? A jednak nie tak dawno, było to przecież niewyobrażalne.
Twórcy
filmu popisowo oddali atmosferę lat 80. (czasem ten popis przeradzał się w
przesadę, szczególnie w warstwie muzycznej - gdzie James Brown do szpitalnego
dramatu?), przeprowadzili spójny scenariusz od początku do końca, dozując
napięcie tak, że widz wciągnięty w perypetie docenta Religi, nawet nie zauważa
jak szybko mijają dwie godziny opowieści. No właśnie - tylko jednej opowieści,
a nie całej biografii. To tylko wycinek życia, jeden jego element, który
jednocześnie niesie całościowy obraz postaci. To przywrócenie emocji związanych
z dokonaniami słynnego kardiochirurga, które w 1987 roku uczyniły z niego
prawie narodowego bohatera. Po wyjściu z kina byłam pełna pozytywnej energii,
ale i dumy z wybitnej jednostki. Sam reżyser mówił po filmie, że jego intencją
było ukazanie postaci godnej naśladowania, dającej impuls do działania i
niezniszczalną nadzieję na powodzenie. Jestem przekonana, że ten cel udało mu
się osiągnąć.
Biografia
to ostatnio bardzo popularny gatunek, nie tylko w filmie. Jednak mało która z
nich pozostawia człowieka z tak silnym przesłaniem dla własnej codzienności jak
Bogowie. To historia niezwykłego
człowieka, opowiedziana tak ciepło i od serca, że aż ciepło na sercu się robi.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz