Lampedusa.
Wyspa. 9 kilometrów wzdłuż, 2-3 kilometry wszerz. Znana z jednej z
najpiękniejszych plaż przy Isola degli Conigli, czyli Wyspie Królików. Lazurowe
morze, beztroskie wakacyjne słońce. Można opłynąć wyspę, można zobaczyć delfiny.
Ale wyspa
Lampedusa w ostatnich latach stała się świadkiem tragedii uchodźców, którzy
ryzykując śmiercią na morzu walczą o lepsze życie, a często po prostu o przeżycie.
I media zaczęły bombardować szokującymi obrazami tonących pontonów, pogrążających
się w morskiej otchłani przepełnionych łódek i plastikowych worków. Rozpaczą tych,
którzy tracili najbliższych i przerażeniem tych, co na lądzie z bezradnością
rozkładali ręce.
A my patrzyliśmy
na to z bezpiecznej odległości wygodnych foteli przed telewizorami. Poeta
Jarosław Mikołajewski na Lampedusę poleciał. Obejrzał wyspę, zobaczył skały,
ulice, wybrzeża. Oraz widoczną z morza instalację z napisem DRZWI EUROPY. Spotkał
ludzi. Lekarza, który nocą na pomoście przyjmuje i bada tych, którym się udało i
tych, którym dopłynąć się nie udało. Pielęgniarkę żółwi, która ratuje te
zwierzęta przed męczarniami po połknięciu plastikowych torebek, które mylą z
meduzami. Dawnego burmistrza, który kopiuje Caravaggia. Proboszcza, który rozumie,
że ludzie uciekają z Afryki do Europy, bo dla nich żyjemy w braterstwie i
pokoju. I artystę, który zbiera przedmioty, które razem z łódkami przybyszów
wyrzuciło morze. A potem wszystkie wrażenia opisał, rozmowy zapisał i
skomponował ważną i mądrą książkę „Wielki przypływ”.
Czytałam
ten pięknie napisany tekst z narastającym uczuciem frustracji, że trwa to już
tyle czasu i wciąż się dzieje. Bo to frustrujące, kiedy próbujesz zainteresować,
wyjaśnić, pokazać, że ważne, że trzeba reagować, działać… Czy nikt nie słucha? Nikt
nie słyszy?
A potem
przez cały wieczór spotkania autorskiego w Faktycznym Domy Kultury patrzyłam w
lazurowe oczy autora książki i snuł mi się, a potem coraz natrętniej wiercił w
głowie wiersz Tadeusza Różewicza „Włosek
poety”
Poeta to na pewno ktoś
Słuchajcie głosu poety
Choćby ten głos
był cienki jak włos
Jak jeden włos Julietty
Jeśli się zerwie włosek ten
to nasza nudna kula
upadnie w ciemność
Czy ja wiem
albo się zbłąka w chmurach
Słyszycie Czasem wisi coś
na jednym włosku wisi
Dziś włoskiem tym poety glos
Słyszycie
Ktoś tam słyszy
Jarku, dziękuję za tę opowieść. „Wielki przypływ” zalał moje myśli i nie pozwala odpłynąć od tego tematu. Ja usłyszałam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze.
Poeta to na pewno ktoś
Słuchajcie głosu poety
Choćby ten głos
był cienki jak włos
Jak jeden włos Julietty
Jeśli się zerwie włosek ten
to nasza nudna kula
upadnie w ciemność
Czy ja wiem
albo się zbłąka w chmurach
Słyszycie Czasem wisi coś
na jednym włosku wisi
Dziś włoskiem tym poety glos
Słyszycie
Ktoś tam słyszy
Jarku, dziękuję za tę opowieść. „Wielki przypływ” zalał moje myśli i nie pozwala odpłynąć od tego tematu. Ja usłyszałam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz