czwartek, 15 października 2015

Anna Kozłowska - Usłyszałam "Wielki przypływ"


Lampedusa. Wyspa. 9 kilometrów wzdłuż, 2-3 kilometry wszerz. Znana z jednej z najpiękniejszych plaż przy Isola degli Conigli, czyli Wyspie Królików. Lazurowe morze, beztroskie wakacyjne słońce. Można opłynąć wyspę, można zobaczyć delfiny.



Ale wyspa Lampedusa w ostatnich latach stała się świadkiem tragedii uchodźców, którzy ryzykując śmiercią na morzu walczą o lepsze życie, a często po prostu o przeżycie. I media zaczęły bombardować szokującymi obrazami tonących pontonów, pogrążających się w morskiej otchłani przepełnionych łódek i plastikowych worków. Rozpaczą tych, którzy tracili najbliższych i przerażeniem tych, co na lądzie z bezradnością rozkładali ręce.

A my patrzyliśmy na to z bezpiecznej odległości wygodnych foteli przed telewizorami. Poeta Jarosław Mikołajewski na Lampedusę poleciał. Obejrzał wyspę, zobaczył skały, ulice, wybrzeża. Oraz widoczną z morza instalację z napisem DRZWI EUROPY. Spotkał ludzi. Lekarza, który nocą na pomoście przyjmuje i bada tych, którym się udało i tych, którym dopłynąć się nie udało. Pielęgniarkę żółwi, która ratuje te zwierzęta przed męczarniami po połknięciu plastikowych torebek, które mylą z meduzami. Dawnego burmistrza, który kopiuje Caravaggia. Proboszcza, który rozumie, że ludzie uciekają z Afryki do Europy, bo dla nich żyjemy w braterstwie i pokoju. I artystę, który zbiera przedmioty, które razem z łódkami przybyszów wyrzuciło morze. A potem wszystkie wrażenia opisał, rozmowy zapisał i skomponował ważną i mądrą książkę „Wielki przypływ”.

Czytałam ten pięknie napisany tekst z narastającym uczuciem frustracji, że trwa to już tyle czasu i wciąż się dzieje. Bo to frustrujące, kiedy próbujesz zainteresować, wyjaśnić, pokazać, że ważne, że trzeba reagować, działać… Czy nikt nie słucha? Nikt nie słyszy?

A potem przez cały wieczór spotkania autorskiego w Faktycznym Domy Kultury patrzyłam w lazurowe oczy autora książki i snuł mi się, a potem coraz natrętniej wiercił w głowie wiersz Tadeusza Różewicza „Włosek poety”

          Poeta to na pewno ktoś
          Słuchajcie głosu poety
          Choćby ten głos
          był cienki jak włos
          Jak jeden włos Julietty

          Jeśli się zerwie włosek ten
          to nasza nudna kula
          upadnie w ciemność
          Czy ja wiem
          albo się zbłąka w chmurach

          Słyszycie Czasem wisi coś
          na jednym włosku wisi
          Dziś włoskiem tym poety glos
          Słyszycie
          Ktoś tam słyszy

Jarku, dziękuję za tę opowieść. „Wielki przypływ” zalał moje myśli i nie pozwala odpłynąć od tego tematu. Ja usłyszałam. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz