niedziela, 4 października 2026

Lena Wróblewska - Między matką a córką

                                          


Do teatru chodzi się, aby wyłuskać siebie. Wstać z widowni cięższym o myśl,a lżejszym o emocje. Podając bilet, już zastanawiasz się, czego o sobie się dowiesz, w jakie nowe rejony wyruszysz. Chcesz odczytać własne imię w czyjejś historii, osadzić się w miękkim fotelu cudzości. Bo tragedia zaczyna trwożyć dopiero wtedy, kiedy odnajdujesz w niej siebie.


To moje minimum oczekiwań wobec spektaklu, równowartość miejsca w głowie i na języku. Kiedy jednak przedstawienie łapie mnie za nogi i zaciąga emocjonalnie na scenę, pozostaje również w sercu. Gdy czuję, że znam te słowa, te sytuacje, że ten mikrokosmos jest także mój. Tegoroczny sezon teatralny zaczęłam właśnie tak.


Stacja Warszawa Śródmieście. Teatr Dramatyczny im. Gustawa Holoubka. Plakat ,,Krótkiego spektaklu o matce i córce”, czwarte piętro, Mała Scena. Miejsca nienumerowane, obecność zapisana. Dwie aktorki, w tym jedna dramatopisarka i reżyserka wydarzenia. Multiinstrumentalistka wykonująca muzykę na żywo i robot sprzątający z głosem z offu. Sceniczny salon jak w soczewce odbije jedną z najtrudniejszych, a zarazem najbardziej pierwotnych relacji - relację córki z matką. Zahaczy o kobiecość, samoświadomość, bliskość i miłość. Nadmieni o dojrzewaniu, zawstydzeniu, strachu i nienawiści. Spróbuje sprowokować, a może skonsternować autotematyczną sceną o cielesności. Otworzy mnie przede mną.


I uchwyci tę skomplikowaną dynamikę, nierzadko skrywaną za kurtyną. Połączenie, które buzuje między dwoma rozkładanymi fotelami na kółkach. Obraz drgający w córce, chcący się wydostać, zaczerpnąć wolności. Postrzeganie matki jako powierniczki skrytych zakochań, kompanki do badmintona czy rywalki o uwagę. Bo mama ma zawsze rację, do niej musi należeć ostatni monolog. Zgarnie nagrodę nie tylko za własne, ale i twoje cierpienie. A jednak córka nie robi z matki potwora. Jest w niej jakaś chęć zrozumienia rodzicielki. Politowanie, wzięcie w Piecie na ręce. Z czułością obnaża atencyjne podskoki w rytm Miss Polonii. Sentymentalna żenada.


,,Kocham cię mamo ale po prostu muszę cię zabić”. Jak pokonać paradoks? Nie zgodzić się z tobą, wyprowadzić się z domu, podjąć własne życie. Pomyśleć, co zrobić z radami i przestrogami, usunąć ze słownika przestarzałe wyrazy i zacząć mówić moimi neologizmami. Co z twoimi ciepłymi ramionami, nieporadnie empatycznymi, ale próbującymi być? Otulającymi frazesami, z którymi nie mam siły dyskutować? Goryczą, bo nie pamiętasz? Pocałuję cię w czółko, powiem do widzenia, wybaczę. Usunę raka, choć go kocham. Chyba nadszedł na to czas. 

Trapi mnie czym pozostanę bez ciebie. Na pewno zbyt wiele uznaję za swoje, zwłaszcza zalet, a są tylko kopiami. Czy cień może egzystować bez słońca? Może i wad ubędzie.


Czuję, że teraz ja biorę klapka w dłoń i wyłączam show. Widzę na sobie wtapiające się w fotel spodnie, obok mnie widzki noszą ten sam wzór. Parę kobiet z połyskującymi koszulami też jest. Rozpoznaję siostrzeństwo po posmarkiwaniu, rechocie czy milczeniu. Wyłuskałyśmy siebie.



,,Krótki spektakl o matce i córce’’ w reżyserii Heleny Urbańskiej, na podstawie autorskiego dramatu „Człowiek, który chce zrozumieć kochanie, czyli miłuj bliźniego swego jak”. Obsada Helena Urbańska i Anita Sokołowska, muzyka Magdalena Sowul. Premiera odbyła się 17 września 2026 w Teatrze Dramatycznym im. Gustawa Holoubka w Warszawie.