środa, 10 grudnia 2014

Kamila Straszyńska - Tętno dźwięków

 
"Ulubiony zespół?" Takie pytanie najczęściej nie ma jedynej, stałej odpowiedzi - w końcu tyle jest zespołów, które cenimy. Za oryginalne teksty, za nieoczywistą melodię, a czasami po prostu za doskonały bit. Muzyka jest naturalną ścieżką dźwiękową dla naszego życia, ale szczególnie poświęcamy jej uwagę w czasie koncertów na żywo - udzielają nam się emocje muzyków, pod stopami czujemy drżenie podłogi od głośników, zachwycamy się rozmachem wielkiego show (lub przeciwnie - minimalizmem, który także potrafi silnie oddziaływać). A gdy wszyscy na  koniec zaczynają śpiewać refren największego hitu - zbiera się na szloch, bo do takiego poziomu doprowadza nas (zakrawające na patetyzm) poczucie wspólnoty między artystą i słuchaczami. Wszystko odbywa się zgodnie ze słowami E.Y. Harburga: Słowa budzą myśli, muzyka rodzi emocje, a kiedy słuchasz pieśni – zaczynasz swoje myśli odczuwać.  Ten model przeżywania muzyki, który nazywam roboczo ekstrawertycznym, jest wybierany przez większą część melomanów, fanów muzyki przede wszystkim rozrywkowej. Ale można też inaczej.
Z greckiego, słowo filharmonia to umiłowanie współdziałania. I to właśnie we współdziałaniu, współ-graniu, kryje się siła muzyki - jej moc poruszania emocji poprzez idealne dopasowanie poszczególnych dźwięków, rytmów, pauz i akcentów. Patrząc na orkiestrę powinniśmy widzieć w zasadzie jednego artystę. I obserwować całą jej pracę, jak precyzyjne ruchy pędzlem malarza albo dopracowaną choreografię. Gdy patrzymy w ten sposób, trudno nie przyznać, że takie zjednoczenie w tworzeniu jest imponujące. Jednak nie po to idziemy do filharmonii, by bić brawo, trębaczom, którym udało się zagrać w tym samym momencie, tę samą nutę. I to na znak dyrygenta - pfff. Siedząc w mniej lub bardziej wygodnym fotelu na widowni, możemy przeżywać muzykę w zupełnie inny sposób niż jest to dziś popularne. Wchodząc w harmonię, możemy doznać współpracy muzyków na takiej samej zasadzie, jak czuje się każdy poszczególny mięsień w ciele. Poczuć tętno dźwięków.
Z kolei o szczególnych walorach muzyki klasycznej decyduje zawarta w niej delikatność. Nawet w forte fortissimo  kryje się wrażliwość, czułość między muzykiem a instrumentem, instrumentem a dźwiękiem, dźwiękiem a słuchaczem. To wyzwala nasze emocje z zupełnie innego rejonu głowy.  Pozwala poczuć harmonię w sobie (FEEL HARMONY - takim hasłem promowano Filharmonię Narodową jakiś czas temu), uspokoić myśli i skupić się tylko na dźwiękach - przeżywać to introwertycznie. Jest rzeczą oczywistą, że koncert muzyki rozrywkowej też wzbudza emocje w naszym wnętrzu, ale równocześnie bardziej sprzyja wykrzyczeniu ich w słowach najmocniejszej piosenki. Tymczasem w filharmonii wszystko tworzy się, formułuje i zostaje w środku. Warto tego doświadczyć chociaż raz w życiu.
 
A czasem i w filharmonii wygląda to tak: https://www.youtube.com/watch?v=FHFf7NIwOHQ
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz