środa, 28 października 2026

Lena Wróblewska - Muzyczna gorzkość


Stoję na wietrznym przystanku w oczekiwaniu na mój warszawski rydwan. Rydwan słońca, chciałoby się powiedzieć, ale pogoda raczej humorzasta. Wpatruję się w śmigające bryczki, wsłuchuję w tętent samochodów. Jesienna bezwiedność ogrania mnie po koniuszki palców. Chcąc spotęgować sezonowe przeczucia, wkładam do uszu bezprzewodowe udźwiękowienie. Dowiaduję się, że ,,Jestem tylko przechodniem”. Coś w tym jest. 

 

Muzyka potrafi przenikać mnie na wskroś. Z natury koncentruję się bardziej na melodii niż na słowach, więc to nuty oddają mi to, co niewysławialne (a jednak piszę zamiast komponować). To i układam w głowie liryczne pojęcie gorzkości. Tego posmaku, który buzuje w piosenkach Raz dwa trzy, Marka Grechuty, Grzegorza Turnaua czy Kultu. U każdego po trochu i nigdzie równo, ale to polska scena najlepiej potrafi rozlać po ciele hipokratesową ,,czarną żółć”.


Chodzi mi o te zardzewiałe struny w gitarze. Czarną, ulubioną kawę, która mnie nieco wykrzywia. Przemokłe liście, na których się ślizgam, pogniecione spodnie, w których się prezentuję. Zaduch skropiony na szybie autobusu. Wszystko co łączy w sobie codzienną akceptację nieporządku: przyjemne uwieranie słuchawki, czuła gula w gardle, obciążnik na sercu. Nie znając się na instrumentach, materializuję ich dźwięki. Filtruję drogę na uczelnię przez rytm, rym i rozedrganie. Szorstkość akordów pozwala mi ,,Ocalić od zapomnienia”. Uratować dogłębność świata.


Dlaczego cierpkość tańczy pod polskimi nazwiskami? Gorycz mamy we krwi. Może to przez nasze metafizyczne usposobienie, albo klimat umiarkowany ciepły przejściowy, ale przelewa się w żyłach. Umie wyrazić żal, niezgodę i bunt. Wyciszenie, ulgę i nadzieję. Myslovitz koi mnie, bo szarpie i sprzecza.


Otulam się akustyczną szarością, w której mieni się wiele barw. Dopada mnie, gdy słyszę struny w syku tramwajów lub werble warkotliwego samochodu. Mrowi. Rozprasza cząsteczki, gdy analizuję rozkład jazdy, poszukuję swojego numeru, wyczekuję ciepłego siedzenia. Sęk w tym, że nie chcę czekać na wiosnę. Mój rozkwit przypada na zimę.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz