
Znam ten salon. Znam i lokatorów, choć imion nie pamiętam.
Banda ekscentryków – tak paradoksalnie swojskich. Już nasłuchuję wystrzału…
Z telewizyjną (jak i, dzięki Bogu, żywą) kobrą dotychczas
nie miałem styczności. Niemniej doskonale odnajduję się w świecie „Wnuczki
Picassa”. Zasiedlają go więźniowie archetypów – powołani do życia, by podczas
wystawnych przyjęć zabijać i padać ofiarą zabójstw. Ciekawią przejawy
samouświadomienia skumulowane w ostatnim akcie. Pojęcie świata „zza kurtyny”
nie prowadzi tu do egzystencjalnego rozpadu, postacie zdają się akceptować byt
na potrzebę dramatu i rozumieć rządzące nim reguły. Temat wart eksploracji. W
końcu bohaterowie kryminałów zapewne… sami czytują powieści detektywistyczne.
Nie uświadczymy spektakularnego odkrycia tożsamości sprawcy.
Tej domyślić można się już po strukturze narracji. Podążamy za Sonią,
niepozorną outsiderką – w istocie mistrzynią gry pozorów. Raz pokojówką, raz
panią domu… Niespójności między kolejnymi scenami rozbudzają uwagę, prowokują
próby wyłuskania prawdy – odbieramy zatem na zasadzie niemal bliźniaczej z
szablonowym „murder mystery”.
Klimat jest zgoła pogodniejszy, zbrodnicza natura nie
rzutuje na lekkość wydarzenia, a i jest się z czego pośmiać! Obsada gra
zespołowo, nikt nie morduje się o pierwsze skrzypce. Brak ku temu powodu –
partytura mieści w sobie doskonałe partie solowe. Skoro o muzyce mowa, ta
również potrafi być… dowcipna. Punktuje ucieczki zakompleksionych elit we
wszystkie strony świata przez wplecenie w melodie motywów egzotycznych.
Wystarczy wspomnieć brzdęk gitarek akompaniujący piciu iberyjskiego szampana.
Zabieg o tyle genialny, iż rzeczony alkohol okaże się dla intrygi kluczowy…
Wystrzał zaskoczy nawet gatunkowych wyjadaczy. To forma
świeża i przewrotna. Kunszt Juliusza Machulskiego na największej scenie
świata.
Wnuczka Picassa, reż. J. Machulski, Teatr Telewizji, 2026
Logo „Kobry” autorstwa Eryka Lipińskiego. Fot. materiały prasowe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz