wtorek, 13 października 2026

Lena Wróblewska - W poszukiwaniu straconych widokówek

 



Nie lubię zwiedzania. Odhaczania jednej atrakcji, drugiej i setnej, zdjęcia pod rzeźbą, pod innym kątem, na Instagrama. Biegu między obcymi uliczkami, zamazanymi twarzami, gołosłownymi dźwiękami. Łapczywego kroku i hardego wzroku. Ale kocham podróżować. Rejestrować swoją obecność przez stykanie się z miejscami, ludźmi i ciszą. Wsłuchiwania się w jej hałaśliwość. Ta nieco pretensjonalna refleksja wypłynęła ze mnie, ale wrażliwe odkrywanie świata opisał Jarosław Mikołajewski.

Na pierwszą wyprawę z Jarosławem Mikołajewskim otrzymuję ,,Marsalę”. To zaszczytne, ale dość nieoczywiste najpierw zobaczyć poetę, a potem jego słowa. Poprosić o podpis na czystej karcie doświadczeń. Wracając wieczornym pociągiem, zaczynam od notki z tyłu, określanej w internetowej nowomowie jako blurb. Interpretacja wersu Julii Hartwig niebieską, cieniutką czcionką. Oniemiałam.

Śledzę sycylijskie rozważania z zapartym tchem. Nietypowość reportażu, gatunkowe odchylenia w stronę poezji. Podchodzi mi to. Nie wyprę się swego romansu z liryką i przyznam, że lubię tak odbierać świat. Poezja to okulary, nie tylko różowe, ale jednak kolorujące rzeczywistość.

Prześlizguję się przez migotliwe tytuły rozdziałów, oddające chwilowość wybieranych do nich wspomnień. Honorują momenty zadumy nad łodzią. Nadal pływa we mnie wiersz o ,,cmentarzysku kutrów”, który kołysze żal porzuconych statków i ich podobieństwo do ludzi. To manifest naszej strategicznej gry na kartce: dojrzeć wartość w niepozornej widokówce. Przykleić znaczek na ślinę, wypisać dane szuflady, skreślić, napisać adres nieznanej czerwonej skrzyneczki. Słowa docierają do czytelnika.

Uwrażliwiana przez autora wędruję po nieznanym lądzie, który kartka po kartce staje mi się coraz bliższy. Spotykam ludzi mówiących o wyspie słowem lub samym sobą, odkrywam enigmatyczne zakątki ulic, smakuję unoszący się wiatr. Schodzę do studni, zachwycam się mozaiką, a ktoś łapie mnie za uszy. Przewodnik każe mi słuchać bólu niewinnych w Gazie albo w Ukrainie, wszędzie tam, gdzie odbywa się bratobójcza walka. Nie pozwala mi zapomnieć, że wszystko, co widzę, może mieć głębszy sens. Jeśli tego chcę. Jeśli chcę być świadoma konfliktów etnicznych w pobliskiej dzielnicy, rozumieć skalę okrucieństwa mafii, czuć zapach świeżej krwi. Mogę zatrzymać się i wpuścić myśl do głowy. Bo ,,pod tą wyspą jest jeszcze jedna wyspa”. Nasza.

Im bliżej strony 127, tym bardziej czuję niedaleką żałobę. Po chwytaniu istoty świata za pomocą człowieczego języka, zanurzania się w pozornie nieistotne, przyjmowania rzeczywistości z pokorną niezgodą. Będzie mi brakowało tej czułości codzienności. I płynnego przepływu słów, umiejętności na wyginięciu. Flauta.

Chcę pielęgnować Mikołajewskie spojrzenie na świat. Nie jest to łatwe, gdy stąpamy tak nagle, szybko, czarno-biało. Ale do Marsali nie ma drogi bez przesiadki.

-------------------------------

Jarosław Mikołajewski ,,Marsala’’, Wydawnictwo Austeria, 2025.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz